Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 322 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Jutro jest wielką niewiadomą

środa, 21 kwietnia 2010 21:20
Skocz do komentarzy
Staram się powrócić do normalnego życia, chociaż nie jest to takie łatwe, bo wszystkim tym tragicznym zdarzeniom towarzyszyła moja refleksja o latach, które minęły, o poplątanych losach mojej rodziny, o tym co jest prawdą, a co kłamstwem, co będzie dalej... Jestem w trudnej sytuacji, gdyż od wielu miesięcy zmagam się ze skutkami wylewu do wnętrza.  Przed wielu laty poddano mnie bardzo niefortunnej kuracji lekami, które spowodowały gwałtowny wzrost ciśnienia krwi. W rezultacie uległa zniszczeniu tętnica w oku. Od tego czasu mam co parę lat kłopoty z okiem.  Wytworzyła się w oku sieć "dzikich" i zbędnych naczyń włosowatych, część z których jest za cienka i przepuszcza krew, co wykazały badania z kontrastem. Teraz czeka mnie zabieg zamknięcia tych naczynek laserem. Okropnie się tego boję, ale to jedyny sposób opanowania wylewów. Staram się jakoś nie martwić się na zapas, ale skutek jest taki, że wszystko idzie mi jak po grudzie. Prace do sprawdzenia leżą odłogiem itd. Nawet mam problem z umyciem włosów, ciągle odkładam to na jutro. Żyję w jakiejś smudze cienia, cienia Katynia. Często bywa w życiu tak, że sprawy wielkie splatają się z małymi. Trudno mi było napisać o swoich problemach i lękach w obliczu prawdziwych tragedii, ale teraz już chyba jestem w stanie to zrobić. W dniu kiedy zginął prezydencki samolot mój mąż o 9 rano wylatywał na konferencję naukową z Okęcia do Wołgogradu przez Moskwę. Musiał wcześniej wyjechać z domu. Ja po jego wyjściu polożyłam się do łóżka, żeby trochę jeszcze pospać. Spałam krótko. Leżąc na kanapie, włączyłam telewizor. Najpierw zobaczyłam żalobną wstążkę na jakimś programie o zwierzętach, więc nieco zapokojona włączyłam TVN i zobaczyłam szczątki rozbitego samolotu. Wyskoczyłam więc jak rażona piorunem. Przez moment pomyślałam, że... Mąż dowiedział się o katastrofie podczas odprawy celnej w Warszawie. Zaczęłam szukać jego numeru komórki, ale nie mogłam w żaden sposób odnaleźć go w notesie (to nowy numer i nie pamiętamłam go). Potem mąż zadzwonił do mnie z Moskwy, a następnie z Wołgogradu (były Stalingrad). Tamtejszy uniwerek świętował trzydziestą rocznicę powstania. Niedawno podpisali z nami umowę o współpracy naukowej. Rosjanie bardzo przeżywali tragedię Polaków. Na otwarciu konferencji uczczono minutą ciszy poległych. Zaplanowana uroczysta kolacja przebiegała cicho, bez tradycyjnych śpiewów, w smutku. Potem dowiedziałam się o wybuchu wulkanu, a za tydzień mąż z koleżanką miał tą samą drogą wracać do Polski. Zaczęłam wydzwaniać do znajomych, którzy mają jakichś przyjaciół w Moskwie, żeby im pomogli w razie czego. Do Moskwy dolecieli spokojnie, chociaż linie lotnicze zażądały od nich podpisania deklaracji, że nie będą domagali się hotelu, jeśli nie uda im się wylecieć ze stolicy do Polski. Bez tego zobowiązania nie wsiedliby do samolotu.  Na lotnisku w Moskwie  Szeremietiewo kłębiły się tłumy pasażerów, którzy czekali na opóźnione i odwołane loty. Było tam w sobotę trzy tysiące osób. Mąż z koleżanką postanowili zrezygnować z lotu samolotem i pojechać dalej pociągiem, ale najpierw musieli przedłużyć rosyjską wizę. Można to było zrobić na lotnisku. Po wielu bieganiach i poszukiwaniach odnaleźli konsula. Kiedy zbliżyła się ich kolejka, okazało się, że za wizę należy zapłacić dolarami, a oni mieli euro. Znowu więc zaczęła się bieganina (to jest największe lotnisko w Moskwie), żeby wymienić pieniądze. Za przedłużenie o 3 dni wizy zapłacili 25 dolarów od łepka. Potem pojechali metrem na Białoruski Dworzec. Tam obłęd. Wszystkie miejscówki do Polski wykupione były na tydzień z góry. Postanowili zdobyć bilety do Brześcia, który właśnie podstawiono. Jechali na wariata, bo żeby dostać się do Polski potrzebowali jeszcze wizy białoruskiej. Od tych stresów dopadły męża jakieś bóle zołądka i korzonków. Wszyscy pasażerowie leczyli go, czym mogli. W Brześciu cielnicy długo się naradzali, co z nimi począć bez wizy, bo skończyla im się kasa i nawet nie byliby w stanie za nią zapłacić, przecież za bilet kolejowy musieli sami wyłożyć kasę.Od Terespola do Warszawy docierali autobusami. Kiedy ujrzałam mojego umęczonego i chorego małżonka na progu domu zalałam się gorzkimi łzami, tak bardzo bałam się, żeby nic mu się nie stalo. Bardzo dziwne w tym wszystkim jest zachowanie zegarka męża. Zatrzymał on się jeszcze w Warszawie, kiedy mąż dowiedział się o katastrofie. Wczoraj mąż był u zegarmistrza, żeby wymienić baterię, ale była ona w porządku. Zegarmistrz nieco przeczyścił mechanizm i nie umiał określić powodu zatrzymania zegarka. Jakaś mistyka. Tak żyłam przez wszystkie te dni. Teraz nareszcie trochę oddtchnełam, cóż jednak znaczą moje zwyczajne lęki i smutki, z tym, co się wydarzyło.  
  
Podziel się
oceń
0
0


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  343 340  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

Mój bloog zawiera zarówno zapiski z życia codziennego, jak i moją twórczość (opowiadania oraz wiersze). Nie jestem osobą młodą, mam dwoje dorosłych dzieci, męża. Wykształcenie humanistyczne. Pracuję n...

więcej...

Mój bloog zawiera zarówno zapiski z życia codziennego, jak i moją twórczość (opowiadania oraz wiersze). Nie jestem osobą młodą, mam dwoje dorosłych dzieci, męża. Wykształcenie humanistyczne. Pracuję na jednej z polskich uczelni.Próbuję wytrwać.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 343340

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Pytamy.pl